Śródziemnomorska sauna

Kolejny miesiąc od ostatniego wpisu. Ale działo się bardzo dużo nad Morzem Adriatyckim - najpierw rodzinna wizyta rodziny, a potem dwutygodniowy trip po Słowenii i Chorwacji, zahaczając o Graz w Austrii. Łapiąc stopa i couchsurfując udało mi się zwiedzić kolejno Ljubljanę, Rijekę, Zagrzeb, Graz i Maribor, by na samym końcu powygrzewać się na słoweńskiej plaży w Piran. Wprawdzie potem znajoma ze Słowenii musiała mnie ratować, gdy okazało się, że nie mam już żadnego połączenia ze słoweńskiego wybrzeża do Triestu, a przez prawie trzy godziny nie udało mi się złapać stopa... Ufff, Słoweńcy to jednak dobry naród i piesza wędrówka z Koper w Słowenii do Triestu z pełnym obciążeniem tym razem mnie ominęła. Będzie o czym opowiadać, gdy powrócę już do Krakowa (ok 18-20 czerwca przez Budapeszt), a także pisać na blogu... ale to w bliżej nieokreślonej przyszłości, gdy już uporam się z zaległymi sprawami w Trieście.


Teraz jednak, popijąc prosecco i zajadając się zielonymi oliwkami, chciałbym trochę ponarzekać. Tak, ponarzekać. I to na Triest, Morze Adriatyckie i w ogóle cały ten region śródziemnomorski...
Chociaż dopiero kilka dni temu zrobiła się ładna pogoda bo wcześniej było dosyć sporo opadów i mało słońca, to już od początku maja panuje tutaj wysoka temperatura. Jest maj i nie schodzimy poniżej 22-23 stopni Celcjusza. Gdy teraz dodamy do tego południowe słońce w zenicie, a także przelotne opady, które nie zawsze padają, to mamy jeden efekt - tworzy się istna otwarta śródziemnomorska sauna!
Większośc z was zakrzyknie: Co za głupek! Taka pogoda, nic tylko się cieszyć!. I po części macie rację...
Owszem, taka pogoda jest perfekcyjna, gdy jedzie się na...wakacje :) Wczoraj, będąc w Piran, leniuchując na plaży i pływając w Morzu Adriatyckim (nic nowego bo wcześniej wykąpałem się już w Rijece choć wtedy prawie zamarzłem ;)), bardzo mnie cieszył fakt znakomitej pogody. Gdy wróciłem do Triestu i zamiast na plażę, musiałem iść na uniwerek, zmieniłem zdanie.
Teraz zaczynam powoli rozumieć, dlaczego wszystkie południowe narody pracują tak powoli, a w czasie dnia uwielbiają robić siestę. Z drugiej strony Włosi dopiero przy 20 stopniach Celcjusza ściągają kurtki, przy 25 przestają chodzić w swetrach. I zawsze dziwnie się patrzą na nadmiernie wysportowane (tzn. bez swetrów i kurtek) osoby, gdy na zewnątrz jest tylko 15 stopni... Wth? Oo
Wolę nie wyobrażać sobie, co tutaj się dzieje w czasie wakacji, gdy człowiek musi pracować i uczyć się. Mam nadzieję, że zdążę uciec już wtedy do chłodniejszej Polski... Zdecydowanie, temperatura maksimum 20 stopni Celcjusza, a potem zaczynam parować. Dobrze, że przynajmniej schłodzone prosecco i zielone oliwki przynoszą wieczorne odświeżenie.


Przynajmniej południowe słońce jest bardzo fotogeniczne wieczorami...






I dla wytrwałych kilka zdjęć z Udine, które odwiedziłem dwukrotnie na przełomie kwietnia i maja. Dosyć małe miasto ale bardzo ładne. I zielone. Warto przy jakiejś okazji zahaczyć o nie. Niestety, jakoś nie wpadło mi w obiektyw zbyt dużo miejsc/widoków więc jedynie kilka zdjęć.







1 komentarz:

  1. ha!

    nie ma to jak sauna w Myślenicach co? ;)

    pzdr

    draż

    OdpowiedzUsuń