Podróże bliższe i dalsze: Zaragoza

Po prawie okrągłych czterech tygodniach bez wpisu na blogu, nadrabiam zaległości. W ciągu tego właśnie czasu udało mi się zwiedzić kilka bardzo ciekawych miejsc więc materiału na wpisy nie zabraknie. A następne już planuję. Nie przedłużając, pierwszy cel moich ostatnich podróży: Zaragoza!


Zaragoza jest wspaniałym miastem. Warto zaznaczyć to już w pierwszym zdaniu, które ponoć zapada nam bardzo dobrze w pamięć.
Nie wybrałem przypadkowo właśnie Zaragozy, stolicy Aragonii. . Po lekturze Homage to Catalunia autorstwa G. Orwella postanowiłem odwiedzić region, który opisuje Orwell w swoim pamiętniku dotyczącym własnego udziału podczas wojny domowej. I tak, dzięki tanim lotom Ryanaira, poleciałem spędzić Wielkanoc w słonecznej Aragonii.
Przylatując do Zaragozy, starałem się nie czytać zbyt dużo o miejscu docelowym mojej podróży. Lubię, gdy miasto zaskakuje mnie swoim pięknem. To był zdecydowanie dobry pomysł.
Opisy Zaragozy, które możemy znaleźć w internecie czy przewodnikach nie oddają czaru tego miasta. Wszak możemy przeczytać m.in. na angielskiej Wikipedii
The city is famous for its folklore, a renowned local gastronomy, its trilogy of landmarks (the Basílica del Pilar, La Seo Cathedral and the The Aljafería Palace). Together with La Seo and the Aljaferia, several other buildings form part of the Mudéjar Architecture of Aragon which is a UNESCO World Heritage Site. The Fiestas del Pilar are among the most celebrated festivals in Spain.
To naprawdę nie mówi wiele. Dopiero, gdy zobaczymy olśniewającą Basilica de El Pilar, zjemy longanizę czy migas lub zobaczymy procesje bractw w ramach obchodzenia Semana Santa (pl. Wielkanocy) dochodzimy do wniosku, że Zaragosa jest naprawdę wspaniałym miastem.
Równie ciężko jest mi opisać te doświadczenia, świadomy że słowa nie są w stanie przekazać pełnej treści. Albo przynajmniej brakuje mi umiejętności Ryszarda Kapuścińskiego, by przenieść odległe realia wprost do słowa pisanego.
Dlatego napiszę jedynie kilka frazesów.
Zaragoza jest miastem niewielkim, które tak naprawdę można zwiedzić w ciągu dwóch dni. Jednak spędziłem tam 6 dni, nie narzekając na jakąkolwiek nudę. Przede wszystkim Zaragoza może poszczycić się wspaniałymi zabytkami. Cała stara zabudowa Zaragozy ma arabski klimat. Najlepiej można go poczuć, odwiedzając
El Palacio de La Aljafería, czyli zamek zbudowany jeszcze przez Maurów. Warto zaznaczyć, że Zaragoza ma znakomitych architektów przestrzeni - nowa zabudowa miasta wpisują się doskonale w krajobraz, tworząc spójną całość. Nie uświadczymy w Zaragozie tak okropnych polskich widoków, gdy koło wielowiekowych zabytków stoją komunistyczne bloki. Polacy mogliby naprawdę sporo się nauczyć od Aragończyków.
Gdy dla odmiany znudzą nam się otwarte przestrzenie i postanowimy pójść do jakiegoś muzeum, to tych w Zaragozie nie brakuje. A przede wszystkim, co prawdopodobnie najważniejsze, są one zazwyczaj całkowicie bezpłatne. Obrazy m.in. Goyi, który nota bene urodził się w Zaragozie, wiszą na ścianach lokalnego muzeum, czekając na kolejnych odwiedzających. A może sztuka nowoczesna? Jest i takie muzeum w Zaragozie. Chodząc i zwiedzając, pałace, kościoły czy muzea, warto mieć jedynie na uwadze godziny otwarcia - ot, Aragończycy jak wszyscy południowcy, potrzebują przerwy na kilkugodzinny odpoczynek w środku dnia więc często wiele miejsc jest zamkniętych pomiędzy godziną 14 a 16 lub 17.
Wtedy najlepiej zatem iść odpocząć. A miejsc do relaksu nie brakuje w Zaragozie. Można przysiąść w jednej z licznych restauracji, zamawiając migas lub longanizę, tradycyjne potrawy aragońskie, popijając kawę (bez której Hiszpanie nie potrafią funkcjonować) lub po prostu pójść nad rzekę Ebro i niczym jaszczurka zbierać energię słoneczną. Na początku kwietnia słońce grzeje czasem mocniej niż w środku wakacji w Polsce. Dlatego wcześniej warto zabrać ze sobą z supermarketu chłodzące owocowe wino, z którego słynie cały Półwysep Iberyjski. Ah, skoro już mowa o supermarketach, to południowcy nie lubią pracować w nocy. Tak też, w Aragonii ale i też we Włoszech praktycznie nie znajdziesz nocnych sklepów. Nie, nie da się kupić wódki o 3 nad ranem, uprzedzając jakiekolwiek pytania.
I na koniec bo ten wpis robi się już bardzo długi, słowo o procesjach podczas Semana Santa. W czasie obchodów Wielkiej Nocy w Hiszpanii odbywają się niezliczone procesje. Najsłynniejsze są te w Sewilli ale i w Zaragozie robią one wrażenie, zwłaszcza jeśli się trafiło na nie pierwszy raz. Przede wszystkim, osoby które należą do bractwa biorącego udział w procesji, mogą kojarzyć się z Ku Klux Klanem. Mają bardzo podobny ubiór. Każde bractwo ma swoje szaty w innym kolorze - czerwony, zielony, szary, biały... I naturalnie nic z rasistowskim Ku Klux Klanem nie ma to wspólnego.
Ciężko jest to opisać więc zapraszam do obejrzenia nagranego przeze mnie filmu podczas jednej z takich procesji. Na żywo wrażenie jest jeszcze lepsze.
O Zaragozie można pisać bardzo dużo. Aby moim słowom nadać ciut bardziej realny wymiar, zapraszam od obejrzenia niewielkiej galerii zdjęć - starałem się uchwycić najlepsze momenty, które mogą zobrazować (dosłownie) Zaragozę.
Tym razem starałem się lepiej opisać zabytki, które widnieją na zdjęciach ;)

Już pisałem, że ten wpis staje się za długi... a jeszcze słowo chcę napisać o Huesce. To miasto leżące na północ od Zaragozy było moim prawdziwym powodem podróży do Aragonii. Czytając Homage to Catalunia Orwella, angielski pisarz opisuje oblężenie Huesci przez szeroko pojętą republikańską armię podczas hiszpańskiej wojny domowej 1936-1939. Miasta bronili naturalnie frankiści. Było i jest ono niewielkie, jednak leży w bardzo ważnym z punktu widzenia strategicznego miejscu. Bez zdobycia Huesci, ciężko zdobyć Zaragozę, którą także zajęli frankiści. I choć miasto było bombardowane i atakowane przez wiele miesięcy, to jednak wytrzymało oblężenie i republikanie nigdy ich nie zdobyli. Ironicznie, generał armii republikańskiej już w pierwszych dniach oblężenia zapowiadał, że next day we will have a coffee in Huesca. I tak przez kilka miesięcy. Aż w szeregach żołnierzy stało się to obiegowym żartem, oznaczającym sytuację, która nigdy nie nastąpi.
Jako że w swojej pracy magisterskiej zamierzam sporo poświęcić rewolucji hiszpańskiej, chciałem zobaczyć, jak wygląda prowincja aragońska, na której zakładane były kolektywy, jak wyglądają sierry, w których poległo wielu młodych Hiszpanów broniących II Republiki. Orwellowi nigdy nie udało się pojechać do Huesci chociaż w swojej książce wyraża chęć napicia się tej sławnej kawy. Nie miał takiej szansy, nadrobiłem więc jego zaległości i w niewielkiej restauracji wypiłem kawę. Była co najmniej dobra :)
Cóż... prowincja aragońska wygląda inaczej niż duże miasta. Huesca to, jak wspomniałem, dalej niewielkie miasto. W swojej starej części jest ono mocno zdewastowane - zabytki i kamienice aż błagają o renowację. Co ciekawsze, nowsze partie miasta wypadają już całkiem dobrze. Z Huesci można zobaczyć sierrę, która wygląda jak... sierra. Jedyna w swoim rodzaju. Samo miasto nadaje się idealnie do krótkiego, jednodniowego wypadu. Nie można mu odmówić swoistego czaru, zwłaszcza jeśli porówna się oszałamiająca zabudowę Zaragozy z zapomnianą Huescą.
Najlepiej widać to na zdjęciach - zrobiłem ich dosłowanie kilka i zapraszam do obejrzenia

Nie tylko Zaragoza ale i cała Aragonia jest wspaniałym miejscem, które warto odwiedzić. Turyści zazwyczaj wolą jechać do bardziej sławnych (i droższych) miast Hiszpanii takich jak Madryt czy Barcelona. Choć rok temu Barcelona zachwyciła mnie swoją magią, to Zaragoza oczarowała jeszcze bardziej. Było to jedno z najwspanialszych miast, jakie udało mi się do tej pory odwiedzić (na pewno na podium osobistego rankingu). Oczywiście jest to subiektywne wrażenie i nie każdy musi się zgodzić ale podkreślmy jeszcze raz, Zaragoza jest wspaniałym miastem.


PS ponoć jeśli człowiek nie zapamiętuje pierwszego zdania, to zapamięta ostatnie
PS2 a zdanie dwa razy powtórzone, ma dwa razy większą szansę, by zapaść w pamięć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz