Bracia!

Wczoraj w Trieście obchodziliśmy podobnie jak duża część naszego globu Dzień św. Patryka. Epicki dzień, nie ma wątpliwości.
Ale ja nie o tym... choć po części się z tym wiąże. Świętując dzień patrona Irlandii, dotarliśmy w pewnym momencie do jednej z knajp. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że po wejściu i zdjęciu kurtki podbiegła do mnie Włoszka, wyciągając rękę. Nie, nie chciała tańczyć. Nie wiedziałem, o co jej chodzi więc tylko stałem i patrzyłem na nią, trzymając w ręce plecak. I właśnie o mój plecak jej chodziło. Kiedy doszła do wniosku, że nie dogadamy się, wzięła plecak z mojej ręki, otworzyła, wyciągnęła butelkę wody mineralnej i zaniosła do baru. Warto podkreślić, że butelki nie otworzyłem w knajpie, a właśnie przymierzałem się do kupna piwa.
WTF?!
Nie zareagowałem ponieważ byłem w gigantycznym szoku. Stałem dobre dwie minuty, próbując zrozumieć, o co chodzi. Włoszka była jedną z osób pracujących w knajpie ale jak można otworzyć kogoś plecak, wyjąć napój i zanieść do baru?
WTF po raz drugi
Oczywiście butelki już nie odzyskałem. Gdy wychodziłem, prosiłem barmana (albo barmankę - do dzisiaj zastanawia mnie płeć tej osoby), aby oddał mi moją własność ale powiedział, że nie wie o co chodzi i zajął się innymi klientami.
Jak widać, Włosi nadal mają coś z faszyzmu i przeszukiwanie oraz rekwirowanie jest na porządku dziennym.
Naprawdę, całe wydarzenie zaskoczyło mnie niesamowicie i jest dla mnie nieakceptowalne. Wyobrażacie sobie w Polsce podobną sytuację? Ja rozumiem kontrolę przed wejściem ale nie w takiej formie.

Zmieniając temat, jutro wybieram się w końcu na Słowenię i mam zamiar przejść z Muggii do Koper (ok 12 km, nocując po drodze). I stąd tytuł tego wpisu - wybieram się do braci. Wprawdzie to Słowianie południowi ale jednak :) będę musiał uważać z przeklinaniem ponieważ Słoweńcy będą wiedzieli, że nie mówię "zakręt" :)
Wracam dopiero w poniedziałek więc szykuje się świetny weekend.

Natomiast w poprzedni weekend udało mi wyskoczyć do Miramare. De facto jest to chyba część Triestu, jednak leży poza Triestem :)
Znajduje się tam zamek zbudowany na polecenie Ferdynanda Maksymiliana Habsburga (tego samego, którego zastrzelili potem w Meksyku w 1867). Piękne miejsce, bardzo ciche i spokojne, jeśli się tylko opuści główne ścieżki w parku. Nic, tylko pisać magisterkę i licencjat :)
Aa, skoro jestem już przy temacie magisterki, to udało mi się przeczytać kolejną książkę "w temacie". Po raz kolejny nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przeczytałem ją, czekając dwa razy przed drzwiami biura dla erasmusowców. I oczywiście, dalej nic nie załatwiłem bo Triest i Kraków nie potrafią się dogadać. W efekcie nie jestem tutaj studentem. Faktycznie, może w kwietniu uda się załatwić :)
Na zakończenie jedno ze zdjęć zrobionych w Miramare, a tutaj link do całej galerii
Następnego dnia wróciłem do Miramare ponieważ zrobiliśmy ze znajomymi piknik. Naprawdę wspaniałe miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz